Exploitation i double feature: Maniac + Wyścig śmierci 2000

Kinowy fenomen, double feature, narodził się w okresie Wielkiego Kryzysu w głowach właścicieli kin, którzy – aby przyciągnąć ludzi – za cenę jednego biletu pokazywali dwa filmy. Później zjawisko nasiliło się głównie z powodu monopolowych sztuczek wielkich wytwórni, wciskających kinom double feature w celach wypromowania kiepskich filmów klasy B. Po pewnym czasie zakazano takich praktyk, jednak zjawisko nie zniknęło… Zmieniła się jedynie jego konotacja – teraz to właściciele kin sięgali po double feature, aby sprzedać dwa tandetne filmy.

Razem z Jackiem Rokoszem, twórcą kultowego cyklu Najgorsze Filmy Świata, w ramach Klasyki Kina zapraszamy na seans double feature, podczas którego zaprezentujemy: naukowo-erotyczny horror „Maniac” Dwaina Espera oraz „Wyścig śmierci 2000” Paula Bartela – futurystyczny thriller o przemożnej sile zespalającej maszynę z człowiekiem! Przed pokazem, w klubie Fama odbędzie się promocja książki Jacka Rokosza „Stracone dusze – amerykańska eksploatacja filmowa”

28 listopada 2017

  • klub Fama, wstęp wolny
    godz. 18:00 – promocja książki Jacka Rokosza „Stracone dusze – amerykańska eksploatacja filmowa”
  • kino Forum, bilet na jeden film: 10 zł; na oba filmy: 15 zł
    godz. 19:00 – Maniac
    godz. 20:30 – Wyścig śmierci 2000

Filmy poprzedzone prelekcjami Jacka Rokosza

Jacek Rokosz:
Eksploatację filmową często utożsamia się z tanimi filmami klasy B, produkowanymi dla zapełnienia tzw. podwójnych pokazów (double features). Tytuły tych filmów pojawiają się równie często w zestawieniach nazywanych przez historyków Poverty Row. Nierzadko sami widzowie – będący fanami taniej rozrywki filmowej – określają je mianem „złych filmów”. Po części jest to prawda: eksploatacja filmowa była tanią rozrywką, produkowaną w warunkach na poły amatorskich, przy zerowych budżetach. Wszystkie filmy eksploatacji powstałe w latach 1929–1959 charakteryzuje porażające wręcz ubóstwo realizatorskie, a część z nich, biorąc pod uwagę hollywoodzkie standardy, w ogóle nie spełniała wymogów kinowego filmu fabularnego. Filmowa eksploatacja jest też jednak czymś więcej niż tylko zbiorem „najgorszych filmów drugich seansów”. Przez wiele lat traktowano cały (wcale niemały) przemysł kinowej eksploatacji z obojętnością lub wzruszeniem ramion. I to w najlepszym razie. Przeważała wrogość, a nawet agresja, zarówno ze strony ówczesnych widzów, jak i krytyków oraz cenzorów. Dziedzictwo tamtych czasów ciąży zresztą nad wspomnianymi filmami do dnia dzisiejszego. Pewne klisze i kategoryzacje, bez zgłębienia tematu, są przenoszone na oceny tych produkcji współcześnie. Jakie to schematy myślowe? Przyjmuje się, że kino eksploatacji to filmy „etycznie wątpliwe”. Produkcje postrzegane jako estetyczne bankructwo. Kino znajdujące się na marginesie „poważnego przemysłu filmowego”. Przez lata bezwzględnie cenzurowane, a nierzadko wycofywane z dystrybucji i praktycznie skazywane w ten sposób na niebyt lub „podziemny obieg”. W prasowych recenzjach – określano je tymi samymi epitetami: „brudne” (dirty), „zepsute” (damaged), „odpychające” (disgusting) i „grzeszne” (wicked).

W latach 30. XX wieku mistrzem w kategorii tanich produkcji „podwójnych pokazów” był Dwain Esper. W dorobku Dwaina Espera film „Maniac” zajmuje szczególne miejsce. Ta, powstała w 1934 roku, niespełna pięćdziesięciominutowa fabuła, ze scenariuszem żony reżysera, Hildegardy, miała być najambitniejszym dziełem autora „Marihuany”. Stworzył dzieło absolutne: dekadenckie, mocno rozbuchane, łączące w całość kilka gatunków filmowych. Powstał w ten sposób film niedający widowni szans na wytchnienie i uspokojenie myśli. Nie sposób opowiedzieć o czym mówi ten film. Jest to naukowo-erotyczny horror o obłąkanym naukowcu, luźnie nawiązujący do prozy Edgara Allana Poe, ukazujący życie na amerykańskich przedmieściach w połowie lat 30.
W „Maniaku” wytarta maksyma mówiąca, że „wszystko może się zdarzyć” nabiera nowego znaczenia. Tutaj nie tylko fabuła wydaje się być żartem ćwierć inteligenta, ale przede wszystkim po stronie realizatorskiej film bije rekordy dyletantyzmu. Bo gdzie można zobaczyć więcej niedoświetlonych zdjęć, nieostrych ujęć, źle zmontowanych scen…

Filmy nurtu bikesploitation i carsploitation (w spolszczonej wersji, oba nurty należałoby niechybnie tytułować motoryzacyjną eksploatacją), jak najpewniej żadne inne tanie produkcje z tego okresu (1960-70), nie wyrażały w tak prostej formie istoty i prawdy o przemożnej sile zespalającej maszynę z człowiekiem. Filmy te, w scenach akcji zbliżały się jak tylko mogły do realizmu, zahaczającego o styl kronik dokumentalnych. Wyścigi i karambole, będące esencją filmów obu nurtów, nie były udawane lub pozorowane.

„Wyścig śmierci 2000” („Death Race 2000”, reż. Paul Bartel, 1975), rozgrywa się w niedalekiej przyszłości w roku 2000 (sic!). USA stało się państwem totalitarnym, zarządzanym przez przywódcę narodu, będącego połączeniem führera z papieżem. Aparat państwowy cyklicznie organizuje krwawe igrzyska, dla zaspokojenia potrzeb rozrywkowych pracujących mas. Igrzyska przyjęły w tej dystopijnej rzeczywistości formę morderczego samochodowego wyścigu. Wyścig to rozrywka i święto państwowe w jednym. Film wyprodukowany przez Rogera Cormana z niezapomnianą rolą Davida Carradine’a (jako Frankensteina) – dał sposobność spotkania się na planie innych rodzących się sława kina akcji. W roli „Maszynowego Kallego” – Sylvester Stallone!

Rafał Jasiński recenzuje książkę Jacka Rokosza „Stracone dusze – amerykańska eksploatacja filmowa” (Wyższa Szkoła Filmowa, 2017):
Książka wyjątkowa pod wieloma względami. Na rodzimym rynku wydawniczym z pewnością stanowi absolutny rarytas i to bynajmniej nie tylko z tego powodu, iż na płaszczyźnie poruszanej tu tematyki, oraz omawianego okresu z historii kinematografii, nie ma w naszym kraju żadnej konkurencji. To znakomicie napisana, przystępna, rzetelna i poparta dogłębnymi badaniami porcja literatury, która nie tylko pozwoli Wam zaznajomić się z fenomenem, jakim był u samego zarania nurt filmowej eksploatacji w kinie amerykańskim, ale również zyskać szerszą perspektywę względem czasów i okoliczności, jakie doprowadziły do wykształcenia się i rozwoju tego gatunku.

To pozycja, która winna znaleźć się na półce każdego miłośnika sztuki filmowej – to po prostu kawał historii filmu, jakiej nie znacie. Opowieść o pionierach, którzy – często mimo braku talentu, zawsze przy ograniczonym budżecie, za to pełni (czasem dobrych) chęci, oraz czerpiący z niekończących się pokładów sprytu – odcisnęli trwałe piętno na historii kina a przeminęli niemal całkowicie zapomniani. Szczerze i gorąco polecam!

Galeria

death race DEATH RACE 2000, David Carradine, 1975

DEATH RACE 2000, David Carradine, 1975

klasyka lobbycard klasyka1
Ostatnie komentarze
  • Anna Blanche z www.no-noo.com:

    Oby więcej takich murali :)

    2 lata temu

  • Andrzej Rogowski:

    Karol You Are Doing The Right Thing. Thank You For That.

    2 lata temu

  • norm777:

    W niedzielę są dwa filmy dla chłopców, a można było Madikę dać w niedzie

    3 lata temu

  • mapet:

    Ja jestem zwolennikiem teatru Imka w Warszawie. Jestem tam regularnie widzem. Ni

    3 lata temu

  • MOGO:

    Świetna sprawa! Takie warsztaty w Białym...suuuperowo!

    3 lata temu